- Urząd Miasta w Brzegu - https://brzeg.pl -

Kwalifikacja na IO to były długie dwa lata walki. Rozmowa z Wojciechem Pszczolarskim, brzeskim kolarzem torowym.

Rozmowa z Wojciechem Pszczolarskim, brzeskim kolarzem torowym, dwukrotnym Mistrzem Europy oraz brązowym medalistą Mistrzostw Świata w wyścigu punktowym, który w ostatnim czasie wywalczył także awans na Igrzyska Olimpijskie w Tokio, w Madisonie wraz z Danielem Staniszewskim. Wojtek rokrocznie jest również doceniany w swoim rodzinnym Brzegu, otrzymując Nagrodę Burmistrza Brzegu za wybitne osiągnięcia sportowe.

1. Na początek może opowiedz jak zaczęła się Twoja przygoda z kolarstwem i skąd w ogóle pomysł na taką drogę w Twoim życiu? Ktoś w Twojej rodzinie także jeździł na dwóch kółkach lub może uprawiał jakąś inną dyscyplinę sportu?

Kolarstwo w moim życiu jest praktycznie od moich narodzin. Mój brat w tym właśnie czasie zaczął trenować na rowerze. Mam w głowie jeszcze jakieś obrazki z czasów, gdy jako mały chłopiec jeździłem jako kibic na wyścigi. Moja rodzina ogólnie żyje sportem. Mama była koszykarką, tata podnosił ciężary, brat jak wspomniałem jeździł na rowerze, a jego dzieci teraz także żyją sportem. Oczywiście, że koszykówką i kolarstwem.

2. Jak zaczynałeś jeździć to miałeś jakiegoś idola, na którym się wzorowałeś?

W czasach, gdy ja zaczynałem to była era Lance’a Armstronga i wielu młodych zawodników chciało być jak on. Jak wiadomo, później się okazało, że był to sportowiec-oszust, nie złapany, ale przyznał się do stosowania dopingu. Od jakiegoś czasu nie mam stricte sportowego wzoru. Wiadomo są sportowcy, którzy mi imponują tym co robią, ale ciężko jest mi teraz określić tego jedynego.

3. Często oglądałeś wyścigi w telewizji?

Kiedyś bardzo często, a teraz rzadziej, bo trzeba trenować zamiast siedzieć przed TV (uśmiech).

4. Masz za sobą kolejne niezwykle udane imprezy, na których m.in. wywalczyłeś 4 miejsce na Mistrzostwach Świata w Berlinie w wyścigu punktowym, ale właściwie powinienem zacząć od najważniejszego, czyli kwalifikacji wraz z Danielem Staniszewskim na IO Tokio 2020 w Madisonie! Jaka jest recepta Wojciecha Pszczolarskiego na tak wielkie sukcesy, którą chciałby się może podzielić z dzieciakami, które dopiero zaczynają swoją przygodę z kolarstwem i ogólnie ze sportem?

Może tutaj zaskoczę, ale te Mistrzostwa Świata w Berlinie były dla mnie wielką niewiadomą. Nie czułem się zupełnie przygotowany do tych zawodów. Potocznie mówiąc jechałem tam na roboczo. Już w samym Berlinie wykonałem sporo ciężkich treningów, praktycznie bez dnia wolnego na odpoczynek. Niestety moje przygotowania mocno zaburzyła choroba w styczniu. Przyznać muszę, że moja dyspozycja na samych startach mocno mnie zaskoczyła. Po raz drugi z rzędu 4. miejsce w wyścigu punktowym poprawiło moje morale przed ważnym Madisonem. Sam wyścig Madison może nie ułożył się po mojej i Daniela myśli, bo mój defekt i upadek pokomplikowały nam jazdę, ale to były dwa wyścigi w jednym. Wyścig o medale Mistrzostw Świata oraz decydujący ostatni wyścig, dwuletniej walki o Igrzyska Olimpijskie w Tokio. Zajęliśmy 12. miejsce, ale to nam wystarczyło do kwalifikacji olimpijskiej.

5. A czy kiedykolwiek były jakieś chwile zwątpienia w to czy chcesz dalej jeździć? Jeżeli tak to jak je pokonałeś?

Takie chwile zwątpienia pojawiają się, szczególnie gdy wiesz, że poświęcasz się temu w pełni, a dalej nie idzie i nie wiesz co zmienić, by zaczęło się układać. Złoty środek na takie sytuacje to chyba cierpliwość i praca. Takie przykłady z mojego życia wzięte to w 2015 roku cały lipiec walczyłem z ciężkim zapaleniem płuc, a w październiku wygrałem Mistrzostwa Europy. Kolejny przykład to zeszły rok i na 3 tygodnie przed Mistrzostwami Świata w Pruszkowie miałem poważną kraksę, wybiłem bark i mocno rozbiłem kolano, a w Pruszkowie byłem czwarty w wyścigu punktowym. Najświeższy przykład to minione Mistrzostwa Świata w Berlinie i tak jak mówiłem wyżej to choroba pokrzyżowała mi przygotowania w styczniu. Praktycznie ponad 2 tygodnie stracone, a w dodatku zamiast na starcie Madisona w Pucharze Świata w Kanadzie, wylądowałem w kanadyjskim szpitalu z podejrzeniem… no właśnie koronawirusa. Wynik na szczęście negatywny i jakoś dałem radę wrócić na w miarę dobry poziom. Takie sytuacje mogą zniechęcać, ale jeśli chcesz to zbierzesz się w sobie.

6. Kiedy masz ciężki moment podczas trwającego wyścigu to jak próbujesz zachować spokój i zmobilizować się do odwrócenia jego losów? Masz jakieś swoje metody?

Kryzysowe momenty na wyścigu są zmorą każdego zawodnika. Ja staram się myśleć wtedy pozytywnie, aczkolwiek o ile na torze chwilowy kryzys idzie przeżyć, to jeśli wyścig nie będzie się od początku układać to z reguły już ciężko odwrócić losy.

7. Przed zawodami niektórzy sportowcy mają niejednokrotnie dziwne rytuały ja słyszałem już np. o kolorowaniu kolorowanek, czy medytowaniu, a jak Ty radzisz sobie ze stresem przed ważnymi występami i czy taki w ogóle u Ciebie występuje?

Raczej nie mam rytuałów przedstartowych. Zachowuje się normalnie, jak przed każdym wyścigiem, treningiem. Słucham muzyki, przeglądam social media, rozgrzewka i na start.

8. Jakie to uczucie spełnić marzenie każdego sportowca i wywalczyć upragniony awans na Igrzyska Olimpijskie? Dotarło już w ogóle do Ciebie to, że wystąpisz na Olimpiadzie?

Przede wszystkim walka o kwalifikacje na Igrzyska Olimpijskie to były długie dwa lata batalii na Pucharach Świata, Mistrzostwach Świata i Europy. Na pewno ten fakt cieszy, że dołożyłem swoją cegiełkę do kwalifikacji olimpijskiej dla kraju w konkurencji Madison. Po dwudziestu latach treningów stoję przed ogromną szansą wystąpienia na najważniejszych zawodach dla każdego sportowca. Podchodzę do tego ze spokojem i trenuję, by być w życiowej formie na starcie Igrzysk Olimpijskich.

9. Teraz trochę zmienimy temat, na ten którym ostatnio żyją wszyscy, czyli koronawirus, a Ty zdaje się masz za sobą historię, w której poznałeś jak to wszystko działa od środka. Opowiedz o tym.

Dokładnie, mam historię w temacie koronawirusa za sobą. Mianowicie byłem w styczniu w Kanadzie na Pucharze Świata i tam zachorowałem. Miałem 3 dni wycięte z życia i treningów, ale w dniu startu czułem się naprawdę dobrze i udałem się do lekarza, by wspólnie podjąć decyzję odnośnie startu. Podczas wywiadu lekarskiego musiałem wspomnieć, że byłem w ostatnim czasie w Chinach, na Wojskowych Igrzyskach w … no właśnie – Wuhan. Informacja o Wuhan skutkowała, że specjalną karetką zostałem przewieziony na badania do szpitala w Milton, zostałem poddany testom na koronawirusa i, w oczekiwaniu na wyniki badań, spędziłem tam w izolatce prawie 10 godzin. Wynik badania negatywny, więc mogłem wrócić do hotelu, a później samolotem do domu. Wszystko skończyło się szczęśliwie dla mnie.

10. A jak epidemia wpływa na świat sportowców? Trenujecie obecnie czy raczej odpuszczacie i zaszywacie się w domach? A jeżeli trenujecie to wprowadzane są dla Was jakieś specjalne środki ostrożności, zalecenia?

Niestety cała ta sytuacja z koronawirusem mocno pokomplikowała sezon, dodatkowo olimpijski sezon. Dostajemy zalecenia zarówno od Ministerstwa Sportu, Polskiego Związku Kolarskiego o ostrożność i rozwagę w tym co robimy. Jest to nasza praca i nic dziwnego, że chcę trenować, a moim miejscem pracy jest rower i szosa, dlatego też trenuję w większości czasu na zewnątrz, no chyba, że pogoda nie dopisuje to zostaje mi trenażer. Nie jestem objęty kwarantanną, więc nie mam nakazu by trenować w domu, ale teraz przede wszystkim TRENUJĘ SAM. Na pewno wiele osób wykorzystuje teraz fakt, że można wyjść na zewnątrz w celu aktywności fizycznej, choć dla naszego zdrowia lepszym wyjściem jest znaleźć alternatywę na trening w domu. Jeśli sport nie jest pracą, nie jest codziennym obowiązkiem, a jest tylko hobby i aktywnym spędzaniem czasu to bądźmy rozsądni, zostańmy w domu.

11. Igrzyska Olimpijskie zostały decyzją MKOL oficjalnie przełożone na 2021 rok. Czy dla Ciebie jest to dobra decyzja i pozwoli nieco spokojniej przygotować się do występu na tej prestiżowej imprezie? Czy jednak czujesz niedosyt, bo teraz czułeś, że jesteś w idealnej formie do startu na Olimpiadzie?

Tak dokładnie, Igrzyska Olimpijskie w Tokio z powodu pandemii koronowirusa zostały przełożone na 2021 rok. Teraz trzeba poczekać kilka tygodni na oficjalny termin tej imprezy. Choć wg. mnie nieco za wcześnie tę decyzję podjęto, to muszę się z nią zgodzić i zacząć myśleć o dalszych przygotowaniach. Na pewno tak jak mówisz będę miał dużo więcej spokoju w przygotowaniach, nawet teraz nie leżę, tylko poświęcam się na nadrabianiu zaległości w treningu. Nie czuję niedosytu, choć ta decyzja może naprawdę różnie się odbić w przyszłości. Nie chcę gdybać, ale mam nadzieję, że wszystko będzie szło pozytywnie i unikniemy niepotrzebnych, dodatkowych problemów w związku z tą zmianą terminu.

12. Dobrze dość o chorobach. Powiedz kto w Twojej dotychczasowej karierze był najcięższym przeciwnikiem? Jest jakiś niewygodny rywal albo jakiś szczególny wyścig, który zapadł Ci w pamięci?

Ciężkie pytanie… ale najcięższym przeciwnikiem jest ból, z którym trzeba się zaprzyjaźnić, aby zdobywać tytuły i medale. Niewygodny rywal to też niepotrzebna kalkulacja podczas wyścigu (uśmiech). Nazwiskami nie da się tak powymieniać, bo przez tyle lat, co się ścigam na międzynarodowych imprezach rangi mistrzowskiej miałem okazję rywalizować z naprawdę znanymi nazwiskami ze świata kolarstwa… nie tylko torowego. Każdego rywala traktuję poważnie, nie można na starcie lekceważyć nikogo, a podczas wyścigu tak czy siak następuje selekcja naturalna i wiesz kogo w dalszej części wyścigu musisz się pilnować. Jeśli chodzi o wyścig, który szczególnie zapadł mi w pamięci to muszę przyznać, że były to Mistrzostwa Europy w Glasgow, w 2018 roku i wyścig punktowy. Wygrałem ten wyścig, a tego dnia wychodziło mi taktycznie dosłownie wszystko, na co się decydowałem. Finisze, nadrabiane okrążenia, przeskoki i ataki. Pamiętam, że 40 rund do końca trener rozłożył ręce z uśmiechem, bo miałem taką przewagę i komfortową sytuację, że musiałem tylko dojechać bezpiecznie do mety.

13. Rozmawialiśmy o najcięższym przeciwniku to teraz zapytam jak jeździ Ci się w duecie z Danielem Staniszewskim?

Z Danielem pierwszego Madisona jechaliśmy podczas Mistrzostw Europy 2016 w Paryżu. Wówczas zajęliśmy 10. miejsce. Od tamtej pory to 90 % wyścigów Madison jadę z nim w parze. Takich startów w ciągu roku mamy naprawdę sporo, a przez te lata zachowanie na torze w Madisonie, a tym bardziej oddawanie sobie zmian wychodzi nam już jak z automatu. Błędy się zdarzają, ale jest już ich coraz mniej. Polska nie miała praktycznie wcale tradycji, ani światowych wyników w konkurencji Madison, tak więc jesteśmy zawodnikami, którzy tworzą tę historię, którzy uczą się na błędach, którzy podglądają zawodników bardziej doświadczonych i mających od kogo czerpać to doświadczenie. Wiele pracy jeszcze przed nami, ale chęci nie brakuje. Do Tokio też nie chcemy jechać jako statyści.

14. Sporą część swojej kariery spędziłeś w czeskim klubie Tufo Pardus Prostejov. Jak podobało Ci się w Czechach i jakimi ludźmi są Czesi?

Dokładnie 6 lat ścigania minęło w barwach czeskiego klubu, a Czechy jako kraj są bardzo ładne. Bardzo lubię Pragę, zresztą nie słyszałem nigdy kogoś, kto by mówił, że Praga jest brzydkim miastem. Dość często spędzam także czas na treningu w bliskich nam czeskich górach – Jesenikach. Mam sporo możliwości na trening w górzystym terenie i chętnie to wykorzystuję. Jeśli chodzi o Czechów to jako ludzie są sympatyczni, słowni, chętni do pomocy, ale trzeba pamiętać, żeby działało to z wzajemnością.

15. Nauczyłeś się już chociaż trochę języka czeskiego? Mówi się, że jest on podobny do polskiego, podczas gdy np. dla mnie jest on absolutnie kosmiczny i ciężki do zrozumienia – szczególnie, że Czesi dość szybko mówią (śmiech).

Chyba śmiało mogę powiedzieć, że nauczyłem się języka czeskiego. Nie mam problemów z komunikacją z Czechami i dość swobodnie radzę sobie w rozmowach, a także wywiadach. Wg. mnie to naturalne, że spędzając dużo czasu jako jedyny obcokrajowiec musiałem przyswoić ten język. Tak jest zdecydowanie wygodniej. Jestem przede wszystkim samoukiem w tej kwestii, nie chodziłem na żadne lekcje językowe. Sądzę, że bardziej podobnym językiem do polskiego jest słowacki niż czeski, ale fakt faktem między tymi językami są niewielkie różnice.

16. Twoje rodzinne miasto to Brzeg, często tutaj przyjeżdżasz czy raczej obowiązki związane z kolarstwem w znacznym stopniu Ci to utrudniają?

Urodziłem się we Wrocławiu, ale od urodzenia mieszkałem w Brzegu i to jest moje rodzinne miasto, z tym miastem się utożsamiam i cieszę się, że gdy jest mowa o mnie w mediach to redaktorzy wspominają, że jestem właśnie z Brzegu. Staram się pojawiać w Brzegu, kiedy tylko mam taką możliwość, choć życie sportowca to ciągłe bycie na walizkach, a ja w samym zeszłym roku spędziłem 222 dni na wyjazdach.

17. Przyjeżdżasz na rowerze? (uśmiech)

Zdarzało się, że pojawiałem się na rowerze. Teraz częściej przyjeżdżam autem z rowerem i jadę na trening po okolicy.

18. Masz jakieś swoje ulubione miejsca w naszym mieście?

Rodzinny dom to na pewno. A tak to chyba wizytówka naszego miasta, czyli Zamek Piastów Śląskich.

19. Jak spędza swój wolny czas Wojciech Pszczolarski? Masz jakieś hobby poza sportem?

Fakt jest taki, że kolarstwo pochłania dużo mojego czasu, ale jeśli już mam czas, szczególnie na zgrupowaniach to staram się zobaczyć trochę świata, nie tylko z perspektywy roweru. Podróże, które mi towarzyszą, w tym co robię, to chyba takie moje hobby.

20. Jakie jest Twoje największe marzenie i czego można Ci życzyć?

Chyba nie zaskoczę, jak powiem medal na Igrzyskach Olimpijskich. W aktualnej sytuacji mogę dodać, że także sam start w IO jest marzeniem, bo fakt, że mamy kwalifikacje jeszcze mnie nie satysfakcjonuje w pełni, więc teraz czekam na oficjalny termin zawodów, które odbędą się w 2021 roku w Tokio.. Brakuje mi także jeszcze jednego trofeum, a dokładniej jednej koszulki do zdobycia „wielkiego szlema” w kolarstwie. Mam koszulkę Mistrza Polski, Europy, a brak mi tej tęczowej Mistrza Świata. Ten temat chciałbym dopiąć po Igrzyskach Olimpijskich (uśmiech).

W takim razie tego wszystkiego Ci życzę, trzymam kciuki za IO w Tokio i dziękuję za rozmowę.

 

                                                                                                                                                                         Rozmawiał: Tomasz Kubiak, UM w Brzegu